Skąd się wziął model fractional w Polsce i dlaczego rośnie tak szybko
Model fractional executive narodził się w Stanach Zjednoczonych na przełomie lat 2000 i 2010. Do Polski dotarł później, głównie dzięki pracy zdalnej i drożejącej rekrutacji stałej kadry kierowniczej. Liczba ekspertów działających w tym modelu rośnie tu od kilku lat wyraźnie szybciej niż cały rynek doradztwa zarządczego.
Skąd ten model wziął się w Stanach Zjednoczonych
Fractional executive to pomysł, który wyrósł z prostej matematyki. Mniejsze amerykańskie firmy potrzebowały dyrektora finansowego albo marketingu na poziomie, na jaki nie było ich stać w pełnym wymiarze etatu. Agencje doradcze zaczęły więc oferować dostęp do takich ludzi w niepełnym czasie, najpierw wokół Doliny Krzemowej, potem szerzej po całym kraju. Ruch napędziły dwie fale. Kryzys 2008 roku zostawił na rynku wielu doświadczonych menedżerów bez etatu. Boom startupowy, który przyszedł zaraz po nim, potrzebował seniorskiej wiedzy szybciej, niż młode spółki mogły sobie pozwolić ją zatrudnić na stałe. Z tej kombinacji wyrósł model, który dziś ma nazwę, własne platformy i ustaloną praktykę rozliczeń. Definicję i mechanikę tej roli tłumaczy szerzej artykuł czym jest fractional manager.
Co przyspieszyło ten trend w Polsce
Do Polski model dotarł z opóźnieniem kilku lat, ale kiedy już wszedł, rozpędził się szybko. Zbiegły się tu trzy zjawiska. Praca zdalna, którą pandemia znormalizowała na stałe, zdjęła barierę geograficzną: dyrektor marketingu może dziś prowadzić firmę z innego miasta niż jej siedziba, bez przeprowadzki i codziennych dojazdów. Koszt i czas rekrutacji stałej kadry kierowniczej wzrósł na tyle, że coraz więcej firm zaczęło szukać alternatywy. Agencja executive search potrafi szukać kandydata na stanowisko dyrektorskie kilka miesięcy, a fractional executive można zaangażować w kilka tygodni. Do tego na rynku pracy pojawiło się pokolenie menedżerów po czterdziestce i pięćdziesiątce, którzy spędzili kilkanaście lat w korporacjach i zaczęli świadomie wybierać pracę dla kilku firm naraz zamiast kolejnego etatu. Ich doświadczenie zasiliło podaż po stronie eksperckiej. Rosnąca liczba małych i średnich firm z ambicjami zasiliła popyt po drugiej stronie. Rolę odegrały też same narzędzia. Platformy łączące firmy z ekspertami zdjęły część pracy, którą wcześniej trzeba było wykonywać ręcznie, przez telefon i polecenia ze znajomości.
Ile jest dzisiaj fractional executives w Polsce
Twardych, oficjalnych statystyk dla polskiego rynku na razie nie ma. To wciąż nisza bez własnej klasyfikacji zawodowej, więc nikt jej centralnie nie liczy. Można za to obserwować sygnały pośrednie. Liczba profili z dopiskiem „fractional” w nazwie stanowiska na LinkedIn w Polsce wzrosła w ostatnich dwóch, trzech latach kilkukrotnie: z pojedynczych, niszowych przypadków do grupy liczącej dziś prawdopodobnie kilkaset aktywnych osób w całym kraju. To wciąż niewiele wobec rynku doradztwa zarządczego jako całości. Tempo wzrostu wyraźnie odbiega jednak od reszty branży. Podobny obraz widać po stronie popytu. Zapytania od firm szukających dyrektora na część etatu, a nie na cały, pojawiają się dziś regularnie. Jeszcze pięć lat temu taka prośba bywała rzadkością, którą trzeba było tłumaczyć od zera.
Które branże napędzają ten wzrost najmocniej
Trzy sektory ciągną rynek zauważalnie mocniej niż reszta gospodarki. Tech i SaaS, bo tam rotacja jest wysoka, budżety bywają napięte między kolejnymi rundami finansowania, a potrzeba dyrektora technologii czy finansów potrafi pojawić się nagle, tuż przed rozmową z inwestorem. E-commerce, gdzie sezonowość i presja na marżę sprawiają, że firma chętniej płaci za dyrektora operacyjnego dwa dni w tygodniu niż za etat, który przez pół roku stałby niedociążony. I firmy produkcyjne w trakcie sukcesji, gdzie założyciel ogranicza swoją rolę albo odchodzi na emeryturę, a nowe pokolenie zarządu potrzebuje wsparcia doświadczonego dyrektora finansowego lub operacyjnego, zanim przejmie stery samodzielnie. W tej ostatniej grupie zapotrzebowanie bywa najbardziej stabilne. Sukcesja rozciąga się zwykle na kilka lat i wymaga wsparcia na każdym etapie, od przekazania kompetencji po pierwsze samodzielne decyzje nowego zarządu. Poza tą trójką rośnie też zainteresowanie ze strony firm usługowych i konsultingowych, choć na razie w mniejszej skali niż w tech czy e-commerce.
Dokąd zmierza ten rynek
Trudno tu o pewność. Rynek fractional w Polsce jest wciąż mały i podatny na wahania koniunktury. Jeśli firmy zaczną ciąć budżety na doradztwo w ogóle, ten segment odczuje to razem z resztą. Jest też ryzyko rozmycia marki: im więcej osób dopisuje sobie „fractional” do wizytówki bez realnego doświadczenia na poziomie zarządu, tym trudniej firmom odróżnić eksperta od freelancera, który po prostu zmienił nazewnictwo. Mimo to kierunek na najbliższe lata wydaje się dość czytelny. Coraz więcej firm zatrudniających od dwudziestu do stu kilkudziesięciu osób będzie porównywać koszt etatu z kosztem modelu fractional, zanim w ogóle ogłosi rekrutację na stanowisko kierownicze. Model, który zaczynał jako import wprost z Doliny Krzemowej, stał się w Polsce jedną z realnych opcji obok etatu, interim managera i agencji doradczej.
Rynek, który jeszcze pięć lat temu trzeba było tłumaczyć od podstaw, dziś sam tłumaczy się liczbą zapytań napływających do katalogu ekspertów fractional.